Lekcje zaufania z Camino Frances

L

Lekcje zaufania z Camino Frances

Wyobraź sobie, że dwudziesty dziewiąty dzień z rzędu idziesz przez Hiszpanię. Od czterech godzin jesteś dziś w drodze. To znaczy, że prawdopodobnie masz za sobą jakieś 16km. Plecak, który waży 10% wagi Twojego ciała, o tej porze wydaje się trzy razy cięższy. Jest najcieplejszy od 100 lat lipiec. Od 29 dni nie padało. Dziś też nie pada. Jesteś już w Galicji, więc częściej zdarza się las lub cień, ale rzadziej studnie z wodą. Od godziny ani widu ani słychu studni, sklepu, baru. Chce Ci się pić.

I oto w środku lasu, jak się później okaże na skraju wioski, której istnienia jeszcze się nie domyślasz, dostrzegasz automat coca-coli. Czerwony, oznakowany muszlami św. Jakuba. Prawdziwy. Podchodzisz bliżej i przecierasz oczy ze zdziwienia. Automat mruczy na dowód, że zamknięte w nim butelki są nieustannie chłodzone. Do wyboru izotonik lub kofeina. Luksus.

Przy automacie dwa drewniane stoły z ławami. W cieniu. Kolejny luksus na drodze. Puste. Nie ma nikogo. Żywej duszy, chociaż przed Tobą idzie dzisiaj pewnie z kilkaset osób. Tylko las i mruczenie automatu.

Zostajesz? Odpoczywasz? Gasisz pragnienie?

Nie.

Idziesz dalej.

Dalej? Ale jak to? Dlaczego? Przecież nie wiesz, kiedy i gdzie uda Ci się znaleźć coś do picia!

Idziesz. Bo na automacie błyszczy żółta naklejka – strefa monitorowana. I kiedy ze zdziwieniem rozglądasz się po otaczających drzewach, dostrzegasz ukrytą kamerę przemysłową. To jak policzek. Ktoś, kto montował kamerę, złamał odwieczne prawo drogi. Nie obdarzył zaufaniem napotkanych na niej osób.

Nie ma innego równie skutecznego sposobu. Chcesz stracić czyjeś zaufanie, bądź podejrzliwy.

Też nie zostałam. Nawet transparent „nie ufam Ci” nie mógłby być bardziej oczywisty. Kolejne monitorowane automaty (a jeszcze kilka po drodze spotkałam) budziły we mnie politowanie, ale za każdym razem uwierało mnie, że ktoś mi nie ufa. Do tego stopnia, że przeszło mi przez myśl, żeby pokładane we mnie „nadzieje” spełnić. I tak do dziś zastanawiam się, jak można się do automatu włamać. Setki spotkanych wcześniej automatów nie obudziły we mnie takiej ciekawości.

Ale co ze spragnionym pielgrzymem?!

Nie martw się. 5 minut dalej, na końcu wioski, w bramie lekko zrujnowanego domu stoi stolik z jedzeniem i piciem. Ciasteczka bez opakowań, owoce, co do których nie masz pewności, czy były myte, trudno powiedzieć, kiedy otwarte soki i ciepła już od słońca lemoniada. I ludzie. Jak na warunki drogi – tłum. Nikomu nie przeszkadzają wątpliwości co do jedzenia i picia. Na stoliku stoi mały koszyk „donativo – co łaska”. Remontujący dom Australijczycy zupełnie nie zwracają na niego uwagi. Jesz i pijesz. Masz (przyznajmy szczerze średnio racjonalną) pewność, że nic Ci tu nie zaszkodzi. Ufasz, bo ktoś zaufał Tobie.

Chcesz zbudować zaufanie – najpierw obdarz zaufaniem. Innej drogi nie ma. W Twojej organizacji też.

p.s. Jak myślisz, jaki był dzienny „utarg” automatu i Australijczyków?

4 komentarze

  • Wspaniała puenta. Parę miesięcy temu spotkałam się w San Gimignano z Teresą, autorką Teda.blog.pl i osobami przemierzającymi drogę pielgrzymkową Francigena. Usłyszałam wiele historii własnie o zaufaniu i o braku zaufania, którego absolutny brak wykazywały na przykład siostry zakonne z San Gimignano.
    Piękna ta Twoja historia o drodze i zaufaniu. Podczas przemierzania beskidzkich szlaków zostałam obdarzona zaufaniem przez nieznane mi osoby i nie zawiodłam. Ale w końcu to byli ludzie, a nie roboty :)

  • Przypominam sobie tą drogę i ten piękny, czerwony automat z napojami, tyle że wtedy nie było przy nim kamer. Więc tak sobie myślę, że może po wielu przykrych doświadczeniach nie było innego wyjścia , jak tylko zamontować te kamery ?
    Przeszłam szlaki „caminowe” wielokrotnie, wielokrotnie też byłam wolontariuszką w albergue i i z przykrością mówię, że nie wszyscy pielgrzymujący są godni zaufania. Niemniej ufać trzeba i trzeba wierzyć w drugiego człowieka, jednak kiedy on cię zawiedzie, to musisz się również bronić.
    Pozdrawiam

    • To prawda, że jeśli ktoś zawiedzie twoje zaufanie, to masz pełne prawo się bronić i wątpić.
      To co mnie w tej sytuacji martwi, to mechanizm przerzucania nieufności na kolejne osoby, które po raz pierwszy spotkają się, trzymając się przykładu, z tym pięknym, czerwonym automatem. Ilu ludzi niegodnych zaufania wystarczy, żeby zbudować ogólną zasadę, że ludziom się nie ufa? Obawiam się, że są organizacje, w których to może być nawet jedna na 1000.
      Pozdrawiam