Keep Calm and Communicate

K

keep calmKomunikacja wewnętrzna rodzi się w mrokach zaciemnionego przed bombardowaniami Londynu, gdzie brytyjskie Ministerstwo Informacji w przytłumionym świetle lampek biurowych przygotowuje kolejną kampanię informacyjną. Trzeba przypomnieć mieszkańcom, jak mają zachowywać się podczas wojny. Trzeba przekonać, co powinni czuć wobec wrogich nalotów i wrogiej propagandy. II wojna światowa toczy się równie intensywnie na linii frontu, co w świadomości i sercach ludności cywilnej. I o te serca i świadomość trzeba walczyć. A raz wypracowane metody świetnie sprawdzą się także po wojnie. I to nie tylko w zarządzaniu państwem.

Tak przynajmniej twierdzi John Smythe, który od działań informacyjnych brytyjskiego rządu wyprowadza genezę komunikacji wewnętrznej. Organizacje komercyjne naśladowały sektor publiczny i zaczęły zatrudniać dziennikarzy, by pokazywać się najpierw na zewnątrz, a potem w relacjach wewnętrznych. Powstały takie kanały informacji jak gazeta firmowa, zrodziła się koncepcja komunikacji wewnętrznej. [CEO – dyrektor do spraw zaangażowania, Kraków 2009] Te same metody i środki, które kiedyś legitymizowały działania rządu i zachęcały do patriotycznej odpowiedzialności, miały teraz zachęcać do efektywnej pracy i przekonywać o jedynie słusznych decyzjach kierownictwa.

Nie wydaje mi się, żeby to była cała prawda o źródłach komunikacji wewnętrznej, ale trudno i dziś nie zauważyć, że retoryka wojny o rząd dusz jest wciąż w naszej branży obecna. Pracowników trzeba przekonać, przyciągnąć i zatrzymać kolejnymi kampaniami informacyjno-promocyjnymi. Już przecież samo słowo kampania ma korzenie w militarnym żargonie. Wciąż pobrzmiewa marzenie, że nasi pracownicy będą wykrwawiać się na barykadach walcząc o cele naszej organizacji lub zdobywając kolejne przyczółki na konkurencyjnym rynku.

Tylko kto dziś marzy o byciu rekrutem? Nie uważacie, że najwyższa pora ogłosić demilitaryzację?

Dodaj coś od siebie