Informacja to niespodzianka

I

W 1949 roku, kładąc fundamenty pod teorię informacji, Claude Shannon przyjął, że nie będzie zajmował się znaczeniem informacji. „>>Znaczenie<< wiadomości jest zasadniczo nieistotne.”* Proroczo, prawda? Równocześnie przyjął jednak założenie, że informacja musi być niespodzianką. W przeciwnym bowiem wypadku nie niesie ze sobą żadnej informacji.

Shannon, który II wojnę światową spędził między innymi kodując i łamiąc szyfry, badał kwestie zaskoczenia w komunikacji na poziomie liter. I tak stwierdził, że większą wartość informacyjną wnoszą te litery, których pojawienie się jest mniej prawdopodobne. Takie na przykład „h” występujące w języku angielskim po „t” ma niewielką wartość informacyjną, bo występuje tam zbyt często. Cytując „klasyka” – jego pojawienie się w tym miejscu to niemalże „oczywista oczywistość”, przez co niewiele wnosi do samej informacji. Informowanie wymaga niespodzianek.

To dlatego jedną ze strategii rozpoczynania przemówień jest zaskoczenie odbiorców.

Jeśli jesteś dyrektorem generalnym, który zaprosił wszystkich pracowników na spotkanie półroczne, to pewnie spodziewają się oni, że zaczniesz od przypomnienia strategii i rozliczenia celów**. Jeśli więc zaczniesz od stwierdzenia „Chciałem Wam powiedzieć, że strategia nie jest tak naprawdę ważna. Ważniejszy jest sam proces jej definiowania. Dlatego nie będę Wam opowiadać o stopniu realizacji celów, ale chcę Wam pokazać, kto i dlaczego określił taki kierunek.” – to działasz wbrew ich oczekiwaniom i wbrew kontekstowi. I masz większe szanse, że złapiesz ich uwagę. Teraz trzeba ją tylko będzie utrzymać.

To dlatego tak bardzo jesteśmy wyczuleni na korporacyjny żargon.

Prawdopodobieństwo, że szef zacznie używać słów „efekt synergii”, „zaangażowanie pracowników”, „cele roczne” jest zbyt wysokie, żeby traktować taki przekaz jako informację. Oddzielną kwestią jest problem, że te słowa najczęściej są puste i niezdefiniowane. Stąd wynikają wątpliwości, czy wierzyć w misje i wizje, skoro w co drugiej znajdujemy „satysfakcję klienta” i „wysoką jakość usług”. To ślepa uliczka zwrotów w danej sytuacji przewidywalnych, które pozwalają nam szybko skategoryzować komunikat jako korporacyjny bełkot bez konieczności wgryzania się w jego sens i znaczenie***. A gdyby tak mówić o efekcie, ale motyla, o zaangażowaniu, ale klientów, o celach, ale klasztornych? A jak to się ma do biznesu? Jako twój odbiorca jeszcze tego nie wiem, ale chcę się dowiedzieć. A oto przecież chodzi.

To dlatego też każdy tekst pisany możemy skrócić.

Znajduje się w nim prawdopodobnie wiele słów-ozdobników, słów-wypełniaczy, słów-zasłaniaczy, których celem jest zakamuflowanie znaczenia, zbudowanie wrażenia (że tacy jesteśmy mądrzejsi lub bardziej merytoryczni), czy też schowania się za tekstem. Spójrz tylko na pierwsze zdanie tego akapitu. Równie dobrze mogłoby brzmieć „Każdy tekst można skrócić„, w drugim zdaniu „prawdopodobnie” asekuruje mnie na wypadek, gdyby ktoś z treścią zdania nie chciał się zgodzić, a parada aż trzech określeń słów jest wytrychem, bo zabrakło mi tego jednego, przejrzystego terminu. Jeśli więc tylko nie płacą Ci od wiersza, kreśl bez obaw. I co więcej – takiej samej rady udzieliłby Ci George Orwell****.

 Jak zwiększyć ilość informacji w informacji?
  • Wykorzystuj kontekst i oczekiwania odbiorców – czasem świadomie komunikując pod prąd.
  • Unikaj żargonu, rozbijaj wyświechtane sformułowania, a jeśli musisz już któregoś z nich użyć, wytłumacz, jak je rozumiesz i po co go używasz.
  • Eliminuj słowa, która nic do komunikatu nie wnoszą.

 

* Wszelkie informacje, jak i cytaty z prac Calude’a Shannona podaję za fenomenalną książką James Gleicka „Informacja” [Kraków 2012], w której autor wiele miejsca poświęca zarówno życiorysowi, jak i teorii Shannona nazywając go „protoplastą ery informacyjnej”.
** A co pracownicy robią, kiedy zbyt dobrze mogą przewidzieć wystąpienie swojego szefa, możesz sprawdzić w krótkim filmiku, który udostępniłam tutaj.
*** Próbę zebrania pustych zwrotów opisujących firmy, ich misję i wizję razem z czytelnikami swojego bloga podjęła Ania Piwowarska. Polecam zestaw zupełnie niewyróżniających słów z kategorii „co nas wyróżnia”.
**** To trzecia z 6 zasad sformułowanych przez Orwella w eseju Politics and the English  Language z 1946 roku. Pełen tekst eseju znajdziesz tutaj.
 

Dodaj coś od siebie