Dlaczego nie marzysz o pracy w komunikacji wewnętrznej?

Autor:

Nieczytany biuletyn wewnętrzny, firmowe szopki w postaci spotkań z prezesem lub odwiedzin na hali produkcyjnej, a w ramach zadań kreatywnych projektowanie dyplomów dla przodowników pracy. I do tego kolega z PR-u, który ma 6 razy większy budżet i „manager” w nazwie stanowiska. Jak można marzyć o pracy w komunikacji wewnętrznej?

Można. Trzeba tylko oddzielić mity od faktów i już można weryfikować marzenia.


Nie marzę o pracy w komunikacji wewnętrznej, bo … nie będę mieć dużych budżetów, żeby robić spektakularne rzeczy.

Z jednej strony oczekiwanie, że nasi pracownicy będą czuli się traktowani wyjątkowo, z drugiej strony śmieszny budżet na wydarzenia wewnętrzne. PR zaprasza 100 gości na otwarcie nowej hali, a ja dostanę 5% tej kwoty dla 2000 pracowników.

To fakt – komunikacja wewnętrzna nie miewa spektakularnych budżetów – szczególnie w przeliczeniu na jednego pracownika. Ale to wcale nie oznacza, że nie uda się robić wyjątkowych rzeczy. Wyjątkowy nie zawsze musi oznaczać drogi. Jasne – trzeba być realistą i nie proponować atmosfery słonecznego Olimpu w ramach budżetu wycieczki do Pacanowa. Można jednak otoczyć się pasjonatami, postawić na wspólne działanie i oddolne pomysły. I mieć z tego mnóstwo satysfakcji.

Nie marzę o pracy w komunikacji wewnętrznej, bo … nie chcę być „głupim KO-wcem”.

Nie chcę zmuszać ludzi do radosnego odśpiewywania „Sto lat” dla prezesa lub organizować imprez integracyjnych, na które ludzie przychodzą z obowiązku i udają, że się dobrze bawią. Nie chcę wymyślać plakatów o sprzątaniu po sobie lub przestrzeganiu dress code.

I świetnie, bo nie musisz. Sto lat najlepiej brzmi fałszowane spontanicznie, a plakaty „Wstaw ten samotny kubek do zmywarki!” nie są najszczęśliwszym sposobem rozmawiania z ludźmi o kulturze osobistej. Rolą firmowego speca od komunikacji wewnętrznej jest powiedzenie, że to będzie już obciach i u nas się nie sprawdzi, a nie naginanie się do sztucznych pomysłów.

A i jeszcze jedno (i pisze to osoba, która szczerze nie cierpi imprez masowych i tłumu) – ludzie naprawdę lubią imprezy. A jeśli Ty nie lubisz ich organizować, znajdź kogoś, dla kogo to pasja. Ja tak zrobiłam i do dziś z uśmiechem wspominam współpracę z CafePR.

Nie marzę o pracy w komunikacji wewnętrznej, bo … będę tubą zarządu.

Trafi mi się bucowaty szef i trzeba będzie świecić za niego oczami, tłumaczyć jego decyzje, a może nawet kłamać i malować trawniki.

Mit. Ale mocno zakorzeniony, bo lata bardziej feudalnych stosunków pracy i kilka spektakularnych upadków reputacji firm zrobiły swoje. Oczywiście – kiepski szef może zdarzyć się zawsze i wszędzie, ale ma coraz mniejsze możliwości na ukrywanie prawdy.

Ogólne przekonanie w narodzie jest takie, że wszyscy kłamią. Prezydent kłamie, szkoła kłamie, telewizja kłamie, więc co dopiero pracodawca! Wszelkie zabiegi propagandowe przynoszą coraz gorsze efekty. Co więcej to już nie czasy ciemnego ludu i oświeconej kadry zarządczej. Przeskanuj numery Harvard Business Review z ostatnich 10 lat – to co rzuca się w oczy, to powtarzana teza o mądrości i podmiotowości pracowników. Jasne – są jeszcze miejsca, w których chwilę będzie trzeba popracować nad pełną zgodą w tym temacie, ale innej drogi nie ma. Pracownicy nie są pionkami. Pracownicy nie są kapitałem. Moim skromnym zdaniem nie są nawet pracownikami. Są współpracownikami. A to oznacza, że zamiast propagandowej papki, odpowiadasz za dialog. Ze wszystkimi tego konsekwencjami.

 Nie marzę o pracy w komunikacji wewnętrznej, bo … kreatywnie nie poszaleję.

Gazetka firmowa, intranet i konkurs dla pracowników jako największe kreatywne wyzwanie. Zanudzę się, a potrzebuję wyzwań i zmian.

Mit. Jak w każdej branży jest tu pewna powtarzalność i pewna zastana pula narzędzi, z których można korzystać. To może być 100% Twojej pracy, ale może być i 10%. Może, a nawet powinno być. Coraz trudniej przebić się z informacją ważną z punktu widzenia organizacji w natłoku bodźców atakujących pracowników dzień w dzień. Dlatego 90% Twoich działań powinno skupiać się na szukaniu nowych sposobów, odświeżaniu starych formuł i testowaniu nieszablonowych działań. Połącz to z punktem o budżecie, a zrozumiesz, jak bardzo trzeba myśleć poza dotychczasowymi pudełkami ;)

Nie marzę o pracy w komunikacji wewnętrznej, bo … szczytem moich osiągnięć będzie zapakowanie prezentów mikołajkowych dla dzieci pracowników.

Komunikacja wewnętrzna zajmuje się jakimiś drobiazgami. A to prezenty dla dzieci, a to jakiś reportażyk z hali produkcyjnej, a jak ogłaszam jakąś wiadomość, to i tak wszyscy już ją znają z nieoficjalnych kanałów. Moja rola w organizacji jest marginalna.

Mit. Nie jest. I co ciekawe po latach proszenia się o uwagę szefów, teraz oni przychodzą z oczekiwaniami. I to bardzo poważnymi. Komunikacja ma ułatwiać dzielenie się wiedzą, utożsamianie ze strategią firmy, a do tego zwiększać zaangażowanie. To właśnie wzrost zaangażowania staje się powoli głównym wyzwaniem komunikacji wewnętrznej. Abstrahując od dyskusji, jaki masz na to realny wpływ, zapomnij o czasach spokojnego pakowania sto siódmej paczki świątecznej. Teraz będzie się od Ciebie wymagało udziału w spotkaniach na szczycie, brania odpowiedzialności za przeprowadzane w organizacji zmiany i wspierania realizacji celów biznesowych.

Nie marzę o pracy w komunikacji wewnętrznej, bo … kariery tu nie zrobię.

Napracuję się, a nikt nie doceni. Ile można harować w cieniu innych, być suflerem i zupełnie w organizacji niewidocznym człowiekiem.

Fakt. To nie jest praca dla osób, które chcą być na pierwszym planie, błyszczeć i zbierać owoce medialnej sławy. Tu pracujesz na to, żeby błyszczeli inni.

Z drugiej strony prężnie działające w Stanach Zjednoczonych IABC lub wyspiarskie CIPR organizują konkursy dla autorów ciekawych rozwiązań w komunikacji wewnętrznej. U nas możesz wziąć udział w Konkursie Biuletynów Firmowych Agape. A tam i nagrody, i pierwsze miejsca, i może nawet błysk fleszów.

Tylko w tej branży kariery nie mierzysz tym, jak głośno o Tobie, ale tym, kto Cię pyta o radę.


Porzuć więc mity o tubach zarządu, malowaniu trawy i marginalnej roli. W zakurzonym, niemieckim podręczniku Wirtschaftskommunikation znalazłam kilka dowodów, że w istocie tak to mogło kiedyś wyglądać. Dawno, dawno temu – w latach 50-tych XX wieku. I nawet jeśli gdzieś jeszcze snują się po korytarzach demony propagandy, to nie bój się marzyć. Komunikacja wewnętrzna wkracza (wkroczyła?) w epokę przełomowych zmian. Chcesz być ich współtwórcą?

I jeszcze o komunikacji wewnętrznej

Partnerska komunikacja wewnętrzna to nie luksus Partnerska komunikacja wewnętrzna to nie luksus, to konieczność. Pani do tej pory pracowała w IT, tak? – bardzo często słyszę taki komentarz, kiedy r...
7 przykładów, jak metafora wojny szkodzi Nie można być trochę w stanie wojny – włączenie takiego opisu rzeczywistości w Twojej organizacji wszczepia w nią określone przekonania, które zaczyna...
Metafora wojny zabija Twoją organizację Mam dość. Dzielenia, dwóch stron barykady, wojen podjazdowych, wytykania palcem wrogów i ciągłej mobilizacji. Może myślisz teraz, „zgoda, mnie już też...
Deficyt zaufania Ostatnie wyniki Edelman Trust Barometer nie pozostawiają złudzeń. Deficyt zaufania stał się rzeczywistością prawie na całym świecie. Czy to powinno zm...

2 thoughts on Dlaczego nie marzysz o pracy w komunikacji wewnętrznej?

  1. Spotkałam się kiedyś ze stwierdzeniem, że komunikacja wewnętrzna to jedna z najtrudniejszych dziedzin PR – wymienione ‚bariery’ opisane powyżej tylko to potwierdzają. Moim zdaniem to praca dla ludzi wytrwałych :) Największe wyzwanie to zrobić coś niesamowitego z niewielkim budżetem, odświeżyć stare narzędzia, a przede wszystkim zdobyć niezbędne zaufanie kadry zarządzającej.

    Dzięki za wartościowy artykuł :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>